środa, 16 czerwca 2010
Czy Włosi to Mistrzowie Świata ?
Witam Was prawie po tygodniu przerwy. Czym ta przerwa była spowodowana ? Z jednej strony brakiem jakieś ciekawego tematu ( chciałem napisać i o Raymondzie Domenechu, jak i Diego Armando Maradonie, ale jak już siadałem do roboty, to widziałem na podobne teksty na innych blogach, więc to było bez sensu pisanie o to samym), z drugiej braku czasu. W ostatnich dniach miałem gości, którym przez Mistrzostwa i tak poświęcałem bardzo mało czasu. Niektórzy już mi sugerowali, że się „opuszczam”. Dopiero dziś rano, oglądając powtórkę meczu Brazylii z Koreą Północną, którego nie oglądałem wczoraj na żywo( tutaj pozdrowienie dla szczególnie dla Jacka, który zapewne jako jedyny z wczorajszej epiki to przeczyta :P), znalazłem chwilkę żeby wyskrobać parę zdań. Nadszedł czasu wyboru tematy. O czym mógłbym napisać ? Tematów znalazłem kilka. Pierwszy z nich, bardzo ogólny, to beznadziejny Mundial. Nie licząc meczu otwarcia, kilku rajdów Messiego, kiksa Greena, meczu Niemców i momentami Włochów, Mistrzostwa Świata mnie rozczarowuje. Drugi z nich to wybór Sandro Rosella na nowego prezydenta FC Barcelony. Ale z racji, że trwa Mundial, nie wypada schodzić z tego tematu. Więc pozostaje skupić się na jakieś drużynie, bądź indywidualnie na konkretnym zawodniku. Takim zawodnikiem może być Mesut Özil, który może zostać odkryciem tego turnieju. Ale czas na niego jeszcze przyjdzie, jeśli swoją dyspozycję potwierdzi w kolejnych spotkaniach. Tym razem zdecydowałem się na małą dygresję na temat reprezentacji Włoch.
Spójrzmy na tytuł notki. Odpowiadając na to pytanie, trzeba rozpatrzyć ją na 2 aspektach. Formalnie Włosi to aktualni Mistrzowie Świata i co do tego nie ma wątpliwości. Ale czy Włosi posiadają mistrzowską epikę ? Z drużyny, która grała 4 lata temu w Niemczech pozostało tylko 9 zawodników. W podstawowej jedenasce zagrało ich sześciu, w pewnym momencie ( np. początek drugiej połowy), było ich tylko pięciu. Wiadomo, gdyby nie kontuzje Buffona i Pirlo było by ich więcej. Ale w ciągu tego meczu nie miałem wrażenia, że grali Mistrzowie Świata.
De Sanctis – Santon, Nesta, Materazzi, Grosso – Aquilani, Perrota, Gattuso – Totti – Del Piero, Toni. Specjalnie pomijam już Andrea Pirlo i Buffona, którzy by z Paragwajem zagrali cały mecz. Czy ta epika nie miała by większych szans na wygranie Mistrzostwa, niż skład zaprezentowany przez Lippiego ? A w obwodzie mam jeszcze Rossiego, Cassano, Borrelio, wiecznie młodego Inzaghiego. Czy gniot, którzy przysłali Włosi na ten turniej to drużyna, która może cokolwiek ugrać ? Czy nie czujecie, że Półwysep Apeniński leci z nami w kulki ?

środa, 09 czerwca 2010
Sto lat za Murzynami
Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że tytuł wpisu nie na zamierza obrażenie, ani pojedynczych jednostek, ani całej społeczności rasy negroidalnej. Powiedzenie „ być sto lat za murzynami” jest popularne w Polsce, a wyraża pogląd o zacofaniu jakieś grupy ludzi, organizacji, czasem nawet całego państwa. Jak się pewnie domyślacie tekst ten będzie poświęcony wczorajszemu meczu, gdzie w roli przysłowiowych „murzynów” wcielili się reprezentanci Hiszpanii. Piłkarze zwani „La Furia Roja” pokazali nam nasze miejsce w szeregu.
Hiszpanie nas gromić nie musieli. Nie ciążyła na nich presja. Mieli pokazać namiastkę ich dobrego stylu, szczyptę magii, którą będą czarować w republice Południowej Afryki, a której brakowało w ostatnich sparingach z Arabią Saudyjską i Koreą Południową. W 15 minucie genialnym zagraniem popisał się Iniesta, który wraca do dyspozycji sprzed roku, kiedy ratując FC Barcelonie mecz na Stamford Brigde, był momentami najlepszym Dumy Katalonii, swoimi dryblingami i podaniami bijąc na głowę grę Messiego. Dalszą część pierwszą połowę gracze z Półwyspu Iberyjskiego toczyli w nieco spokojniejszym tempie, zbierając parę spalonych wynikających, nie z fantastycznej gry naszej obrony, dobrze łapiącej przeciwników na „ofsajdach” ( tę umiejętność zaprezentowali doskonale dokładnie dwa lata wcześniej w Klagenfurcie), ale z błędów samych Hiszpanów. To mogło im wystarczyć. Pokazać, że wiedzą, kiedy należy zwolnić, oszczędzać siły przed bardziej wymagającymi meczami. Ale to nie ich styl. Dalej bawili się piłką ładując nam kolejne bramki. Wartym podkreślania jest fakt, że każdego z sześciu goli wbijał inny zawodnik. Przed stratą siódmego obronił nas, bezradny tamtego wieczoru Tomasz Kuszczak, który wyciągnąć strzał Jesusa Navasa.
Czy były jakieś plusy meczu z obecnymi Mistrzami Europy ? Z samej gry na plus możemy zaliczyć akcję Lewandowski-Peszko. Nie powstydziliby się jej najlepsze drużyny na świecie, z Hiszpanią, Argentyna i Brazylią na czele. Kolejne plusy należy bardziej traktować w kategorii wniosków na przyszłość. Właśnie. Jakie wnioski możemy wyciągnąć w tego spotkania ? Dla mnie jedyną konkluzja jest, że poziom naszej piłki jest beznadziejny. I nie zmieni tego ani Franciszek Smuda, ani Jose Mourinho czy Guus Hiddink. Nasi piłkarze pokazali, że na tle Hiszpanów nie wiedzą co to technika. Ucieleśnieniem tego stwierdzenia jest akcja z drugiej połowy, gdy Maciej Rybus próbując przedryblować Sergio Ramosa wybija sobie piłkę na aut. Uważam, że obecne pokolenie jest już stracone. Nie jest w stanie naprawdę wznieść się na „international level”. Być może wyjdą z grupy na Euro 2012, czy Mundialu w Brazylii, ale czy naprawdę tego chcemy ? Nie możemy wrócić do czasu trenera Górskiego, gdzie liczyliśmy się na świecie w walce o najwyższe trofea ? Możemy.
Trzeba tylko zacząć tylko dobrze trenować młodzież zgodnie z standardami międzynarodowymi. Co ja piszę. Nie młodzież, ale dzieci. Te 7,8 letnie. Nie wierzę, że byłby to wstanie zrobić Polski Związek Piłki Nożnej , z Grzegorzem Lato na czele. On przecież nie miał jakiś nowoczesnych boisk, a został królem strzelców Mistrzostw Świata. Więc i inni mogą. Tutaj chciałbym wznieść apel, do bogatszych klubów w Polsce. Prezesi Lecha, Wisły, Legii, Polonii, może Śląska. Nawiążcie współpracę z dobrymi klubami europejskimi, które umieją kształcić piłkarzy. Panie Wojciechowski porozmawiaj z trenerem Bakero, aby pomógł nawiązać współpracę z FC Barceloną. Poświęć milion euro, zamiast na jeden dodatkowy transfer, to na szkółkę z prawdziwego zdarzenia. Barcelona wysyła do Warszawy kilku trenerów, w zamian, kilku najlepszych młodzików jedzie do La Masii. Dobry układ ? Inni zamiast wydawać miliony złotych na Arrubarreny, Hristovy czy Zapotoki sami wychowają sobie gwiazdy.
Mój apel nie ma szans przebić się tak wysoko. Mam nadzieję, że przeczyta to ktoś kto ma dostęp do świata wyższej piłki i coś drgnie. W 2022, czy 2026 możemy zostać Mistrzami Świata. Możemy przeskoczyć Hiszpanów.

poniedziałek, 07 czerwca 2010
Czy aby na pewno kontuzje zubożą Mundial ?
Pierwsza notka na moim blogu była może nieco abstrakcyjna. Zbyt wiele nie wniosła do dyskusji mundialowej. Mam nadzieję, że kolejna, która będzie już bardziej treściwa przestawi mój punkt widzenia na temat mundialu. Tym razem napiszę nieco o tych przeklętych kontuzjach.
Temat wydaje się być już dość mocno oklepany. O kolejnych urazach informują nas serwisy telewizyjne i radiowo; kolejnych wielkich nieobecnych wylicza prasa, najświeższe newsy serwuje mam strony internetowe. Pisali o nim główni blogerzy piłkarscy w Polsce, z Panem Rafałem Stecem i Michałem Polem na czele. Niektórzy rozpaczają, że spadnie poziom rywalizacji, że brak gwiazd, szczególnie afrykańskich, zepsuje Mundial na Czarnym Kontynencie. Niektórzy wysuwają nawet postulaty o zakazanie sparingów przed Mistrzostwami Świata. Wielu kibiców reprezentacji Hiszpanii drży przed meczem z Polską, szczególnie po zapowiedziach „naszych” mówiących, iż nie odstawią nogi. Czy jutro na wieczór, na stronie sport.pl pojawi się taki nagłówek : „Szok w Hiszpanii !!! Mundial bez Xavi’ego i Villi” ? Miejmy nadzieję, że Franciszek Smuda z ferajną nie wyeliminują którego z iberyjskich „Cracków”, jeszcze bardziej zubożając południowoafrykańskie widowisko.
Lecz czy aby na pewno brak kilku piłkarzy z najwyższej półki tak bardzo zniekształci piłkarski spektakl ? Jak w komentarzach na blogu Pana Steca, słusznie zauważył użytkownik footballtrocky: „życie nie znosi próżni” i jeśli nie będzie jakiejś gwiazdy będzie ona musiała zostać zastąpiona przez inna. Zresztą czy największe gwiazdy błyszczą ostatnio w reprezentacyjnej piłce ? Spójrzmy na ostatnie wielkie imprezy. Euro 2008 to zwycięstwo Hiszpanii, w której mimo obecności wielu gwiazd, żadna z nich nie błyszczała światłem zasłaniającym inne. Fußball-Weltmeisterschaft 2006 było triumfem kolektywu włoskiego, co doskonale przedstawiają wyniki plebiscytu Ballon d'Or z 2006, w którym pierwsze 2 miejsca dostali co prawda zawodnicy Italii, ale obrońca i bramkarz też się zbytnio nie wyróżnili. Mistrzostwa Europy w Portugalii Grecja wygrała stałymi fragmentami gry i toporną, aczkolwiek skuteczną obroną. W żadnej z nich nie zwyciężyła gwiazda, ale cała drużyna.
Podzielny graczy kontuzjowanych, ale i nie tylko na dwie kategorie. Pierwsza z nich to świetni piłkarze, którzy „robią różnicę”, druga natomiast to również dobrzy futboliści, jednak będącymi jednym z wielu w układance swoich trenerów, jednak nie są to zawodnicy do nie do zastąpienia. Skupmy się na tej pierwszej grupie. Jest niewiele reprezentacji, których siła opiera się na tylko jednym zawodniku. Przykładem może być tutaj Wybrzeże Kości Słoniowej. Iworyjczycy polegają na Drogbie jak na Zawiszy i jego brak z pewnością zmniejszyłby potencjał ofensywny przynajmniej o połowę. Z drugiej strony weźmy Rio Ferdinanda, najdroższego obrońcę w historii. Chłop dobrze gra w piłkę, ale czy jego nieobecność burzy całkowicie koncepcję gry Capello ? Odpowiedź brzmi: nie. Jamie Carragher czy Ledley King nie są w stanie dobrze go zastąpić ? A nawet jeśli nie, to Anglia ma taką siłę w pomocy, oraz Rooney’a z przodu to jest w stanie to nadgonić. Ok., będzie ciężej, ale czy właśnie to nie jest piękne w futbolu ?
Jest kilka gwiazd, których brak spowodował rzeczywiście zepsułoby widowisko mundialowi. Jednak kilka gwiazd, których mi niewątpliwie szkoda ( chociażby Beckham czy Rio Ferdinand), ich brak nie spowoduje braku emocji, wręcz przeciwnie, poziom stanie się bardziej wyrównany i będzie łatwiej o niespodzianki, które są chyba największymi smaczkami futbolu.

niedziela, 06 czerwca 2010
Mundial nadchodzi
Witam wszystkich. To moja pierwsza próba zaistnienia na niwie literackiej, nie licząc kilku zapewne nieudanych wypracowań z języka ojczystego. Dlatego proszę o wyrozumiałość w razie drobnych pomyłek językowych. Blog zakładam, ponieważ czasem wobec zdarzeń jakie wydarzyły się w sporcie nie mogę pozostać obojętny. Z zamiarem jego utworzenia nosiłem się już długi czas, jednak w związku z nauką do matury nie miałem na głowie takich rzeczy. Teraz do tego pomysłu powracam, natchniony zbliżającymi się wielki krokami mundialem.
Może zacznę od króciutkiego przedstawienie siebie. Mam na imię Grzegorz i pochodzę z miasta Prudnik leżącego na południu województwa opolskiego. W tym roku zdawałem maturę i jeśli dobrze pójdzie to od października zacznę studiowanie na Politechnice Wrocławskiej. Sportem interesuję się już parę ładnych lat. Głównie mam tu na myśli piłkę nożną. Jednak moje hobby nie ogranicza się tylko piłki. Chętnie oglądam również siatkówkę, Formułę 1, skoki narciarskie, piłkę ręczną czy hokeja. Jednak moją największą pasję jest właśnie futbol. Na co dzień kibicuje ( tutaj proszę kibiców Realu o nie wyłączanie bloga) FC Barcelonie, jednakże wielkim antimadridistą nie jestem. Lubię oglądać piękną, ofensywną piłkę, pozbawioną zbyt wielkiej kalkulacji, więc mecze Realu też z chęcią oglądam.
Jednak w praktycznie przeddzień mundialu nie sposób jest pisać o czymś innym niż o turnieju rozgrywanym po raz pierwszy w historii na ziemi afrykańskiej. Nie zamierzam pisać o tym co inni już napisali tysiące zdań, czyli o tym czy RPA sobie poradzi z zapewnieniem bezpieczeństwa ( patrząc na zamieszki przed meczem Nigeria vs Korea Płn. zaczynam wątpić), faworytach , czy o pladze kontuzji ( drużyna złożono z kontuzjowanych byłaby w stanie wygrać Mistrzostwa). Chciałbym zastanowić się nad tym co będziemy z tych mistrzostw pamiętać za 20, 30, 50 lat. Czy będzie to wspomnienie pozytywne czy negatywne? Czy na przełomie XXI i XXII będziemy wspominać głównie o jednym kontrowersyjnym momencie ( gol ? Geoffa Horsta w finale w roku 1966), brutalnym wydarzeniu ( cios z byka Zidane), piękne akcje i bramki ( Maradona vs tyczki na treningu Anglia w 1986) czy defensywną grę ( Włochy 1990) ? Czy znowu gospodarze będą na siłę pchani dalej, czy Afryka pozbawiona wielu największych gwiazd cos ugra ? Tego nie wiemy. Przyszłość napisze odpowiedź na te pytanie. Mam tylko nadzieję, że World Cup Anno Domini 2010, będziemy pamiętać pozytywnie. Choć dopóki piłka w grze…
A jakie są wasze typy i prognozy ?
|
|